*Oczami Angeliki*
Jechaliśmy do klubu piętnaście minut. Opierałam głowę, o ramię mojego chłopaka i rozmyślałam: Jak zerwać z Patrykiem? Może i Blanka mi powiedziała jak mam to zrobić, jednak nie jestem przekonana do sposobu zrywania przez telefon. Muszę to zrobić jutro. Zrobię to jutro, nie będę tego ciągła w nieskończoność. Kocham Rylanda. Co jeśli się dowie, o tym że mam chłopaka? Którego nie kochałam i nie kocham, ale Go mam. Znamy się z Rylandem niecały tydzień, ale ja jestem pewna swoich uczuć. A parą jesteśmy od paru godzin? Coś koło tego. Niegdyś mogłam tylko pomarzyć o kimś takim jak Ryland. Czuję się przy nim jak przy nikim innym. Dla niego zrobię wszystko. Liczy się tylko On. Może to i głupie, ale co poradzę. Chciałam tu i teraz się na niego rzucić i być w jego objęciach w nieskończoność. Gdy tylko mnie dotyka, czuję motyle w brzuchu. Gdy całuje, moje ciało zastyga i przechodzi po nim przyjemny dreszcz.
- Jesteśmy kotku.- Z moich rozmyśleń wybudził mnie brunet, o którym myślałam. Wyszedł z auta i przytrzymał mi drzwi jak prawdziwy dżentelmen.
- Dziękuję.- Wyszłam z samochodu wtulając się w ramię osiemnastolatka. Noc była ciepła. Bez chmurne, gwieździste niebo i okrągły księżyc w pełni. Gdy wszyscy wyszli z pojazdu, udaliśmy się do wejścia klubu. Pokazaliśmy identyfikatory, które dostaliśmy wcześniej i bez problemu znaleźliśmy się w lokalu. Głośna muzyka i kolorowe światła sprawiały, że nie słyszałam swoich własnych myśli. Złapałam chłopaka za rękę, aby się nie zgubić i wraz z Lynchami, Blanką i Ellingtonem usiedliśmy przy barze. Ja zamówiłam Coca- Cole, gdyż miałam zdrowy rozsądek, i mimo wszysko siedemnaście lat. Blanka i Rydel wzięły to samo co ja, natomiast Ryland słabego drinka. Lynchowie i Ratliff zamówili na spróbowanie czystej, gdyż w Polsce nie mieli okazji jej spróbować. Poszliśmy na parkiet za ten czas, gdy barman przygotowywał napoje. Tańczyłam wraz z moimi przyjaciółkami. Po pięciu minutach napoje były gotowe. Wszyscy usiedliśmy na narożniku w rogu sali przy stoliku.
- Ale mocne!- Wykrzyczał Rocky popijając wódkę wodą.
- I dobre!- Również wykrzyknął Ellington. W międzyczasie dosiadła się do nas Sarsa.
- Słyszał Twoją piosenkę, jest bardzo dobra.- Powiedziała Rydel biorąc łyka Coli.
- Ojej, miło mi to od Ciebie usłyszeć, uwielbiam waszą muzykę.- Uśmiechnęła się do niej wokalistka.
- To w takim razie, nam też jest miło.- Zaśmiała się blondynka bawiąc się słomką w prawie pustej szklance po Coli. Poczułam zimny przyjemny dotyk na nadgarstku.
- Zatańczymy?- Spytał mnie Ryland, na co odpowiedziałam uśmiechając się i wstając z kanapy. Poszliśmy w głąb tłumu ocierając się o różne ciała. Oplątałam ręce za jego kark, a On położył swoje ręce na mojej talii przybliżając się. Tańczyliśmy wolno, mimo tego, że w głośnikach brzmiała dość szybka piosenka.
- Powiem Ci to na wypadek, gdyby ktoś Ci tego nie powiedział: Jesteś najpiękniejsza na świecie, kocham Cię.- Na ostatnich dwóch słowach zrobiło mi się gorąco, poczułam motyle w brzuchu i przyspieszoną akcję serca.- Masz świetny tyłek.- Zaśmiał się wypowiadając ostatnie trzy słowa. Ni z tąd ni z owad zrobiło mi się smutno.- Nikt Ci tego nie mówił?- Spytał mnie zaskoczony. Pokiwałam przecząco głową.- To ja Ci to mówię. Jesteś piękna, kocham Cię i ostatnie sobie odpuszczę.- Moment, On coś sugeruje?
- Sugerujesz coś?
- Ja? Nie. Chciałem, aby wyszło poważnie.- Przytuliłam Go mocno i szpenęłam do ucha:
- Też Cię kocham.- Wtuleni w siebie tańczyliśmy przez dziesięć minut. Po trzech piosenkach zeszliśmy z parkietu i usiedliśmy na kanapie obok Lynchów, Ellingtona i Blanki. Noc mijała nam bardzo miło. Chłopaki pili, ja też skusiłam się na jednego kieliszka wódki, ale na tym poprzestałam. Po paru godzinach Rydel stwierdziła:
- Chłopaki, zbieramy się, jesteście już nawaleni w trzy dupy.- Blondynka wstała z kanapy i wzięła torebkę do ręki ciągnąc Rossa za włosy.
- Mów za siebie.- Gadał pijackim głosem dziewiętnastolatek.
- Idziemy, albo jutro jak wytrzeźwiejesz pożałujesz.
- Bożee.- Jęknął wstajac z miejsca siedzącego zakładając skórzaną kurtkę.- Idziemy, wstawać.- Wykonaliśmy polecenie blondyna, gdyż byliśmy zmęczeni. Bus podjechał pod klub, wsiedliśmy do niego, w końcu nie wytrzymałam i usnęłam...
- Nie upuść jej!- Obudziłam się słysząc głos Rydel. Uniosłam jedną powiekę, by sprawdzić kto mnie niesie, oczywiście to był Ryland. Nie zamierzałam wstawać, wygodnie mi było w jego objęciach.
- Że ja? Aż tak nawalony to nie jestem.- Haha, nie mogę z niego. Prawie się wydało, że nie śpie, jednak odchrząknięcie Rikera sprawiło, że nie było słychać jak się śmieje. Doniósł mnie do pokoju, położył na łóżku, ściągnął buty, przykrył kołdrą i pocałował w czoła na dobranoc. Wyszedł z pokoju zamykając delikatnie drzwi i gasząc światło. Dziewczyny nawet nie wzięły prysznicu, tylko od razu wskoczyły do łóżek i zasnęły. To samo zrobiłam ja...
Obudziłam się jako pierwsza. Dziewczyny smacznie spały. Miały rozmazany makijaż więc nie mogłam zrobić inaczej, a mianowicie zrobić zdjęcie. Przejrzałam Aska, a tam milion pytań o tej samej treści. W jednym z nich, było dodane zdjęcie okładki gazety, a tam ja. Moment! Przecież to ja z Rylandem! Cholera! Kto to zrobił!? To zdjęcie z parku, mnie i osiemnastolatka całujących się. Dokładnie widać nasze twarze. Zpanikowana podeszłam do łóżka Blanki i ją obudziłam.
- Ej wstawaj!- Sztuchnęłam ją.
- O co chodzi?- Dobre pytanie, o co chodzi.
- Spójrz.- Pokazałam jej ekran telefonu.
- No grubo. Mam rozumieć, że nie zerwałaś jeszcze z Patrykiem.- Brawo, jeden zero dla Ciebie.
- No tak, miałam to dzisiaj zrobić.- Pewnie jest za późno, już to zobaczył. Chyba, że...
- Jest dwadzieścia po dziesiątej, On na sto procent jeszcze śpi.
- Nie śpicie?- Spytała Rydel, która przed sekundą się obudziła. Podeszłam do niej , wzięłam za nadgarstek, usiadłyśmy wszystkie na łóżku i opowiedziałyśmy Delly o moim "chłopaku", którego nigdy nie kochałam. Gdy skończyłyśmy swój monolog, pokazałyśmy blondynce zdjęcie okładki najnowszego wydania gazety plotkarskiej.
- Przede wszystkim dzwoń do Patryka TERAZ, bo nie może się o tym dowiedzieć żaden z chłopaków.- Ma rację. Wybrałam numer do siedemnastolatka, po trzech sygnałach odebrał.
- Halo?- Spytał zaspanym głosem. Jak ja się cieszę, że On spał!
- Musimy pogadać.- Rzuciłam bez uczuć.
- Dajesz.- Ziewnął, a ja włączyłam tryb głośnomówiący. Tylko Blanka rozumiała co mówię, więc tłumaczyła Rydel.
- To nie ma sensu. Ja nic do Ciebie nie czuje i nie czułam.- To nie było takie trudne jak się wydawało.
- Że co?! To po co ze mną byłaś i robiłaś mi nadzieję!- Wykrzyczał zdenerwowany.
- Nie potrafiłam, nie lubię widzieć ludzkiego cierpienia.- Cholera, myślałam, że zrozumie...
- Dobra, nara.- Rozłączył się. Od razu na duszy zrobiło mi się lepiej. Czułam się lżej.
- Ja jednak myślę, że powinnaś powiedzieć o tym Rylandowi. To będzie nie fair wobec niego.- Powiedziała Blanka. Zdezorientowana spojrzałam na Rydel.
- W sumie, to Ona ma racje.- Blondynka przyznała racje Blance. ( Się zrymowało xdd~od aut.)
- Powiem mu. Wieczorem.- Zapewniłam.- Idziecie ze mną do kiosku, chcę przeczytać ten artykuł?- Spytałam, na co dziewczyny przytaknęły. Poszłyśmy do łazienki, wytarłyśmy makijaż, który pozostał na naszych twarzach i zrobiłyśmy nowy. Po trzydziestu minutach byłyśmy gotowe. Wychodząc z sypialni zajrzałam do pokoju chłopaków, którzy spali jak zabici. Wyszłyśmy z apartamentu i zapytałam pani recepcjonistki o najbliższy kiosk.
- Prosto, później w prawo, prosto i na końcu uliczki będzie kolektura.- Uśmiechnęła się do nas, podziękowałyśmy i poszliśmy według jej wskazówek.
- Na śmierć zapomniałam, miałam Ci pomóc z tą kreską!- Powiedziałam do Delly, na co ta uśmiechnęła się.
- Później.- Zaśmiała się. Kiosk był oddalony od hotelu niecałe dziesięć minut drogi pieszo. Weszłyśmy do budki i szukałyśmy gazety z pośród tysiąca innych.
- Mam!- Odezwała się Rydel wymachując magazynem nad głową. Zaciekawione podbiegłyśmy do niej czytając artykuł i tłumacząc go na język angielski.
- To słodkie!- Powiedziała blondynka wskazując na zdjęcie moje i Rylanda w parku.
- No nie wiem. Teraz będzie grono hejterów nietolerujących nasz związek.
- Daj telefon.- Rozkazała Blanka, a ja dałam jej odblokowanego IPhone'a. Palcem włączyła Aska i pokazała mi przewijając wypowiedzi w dół. Zrobiło mu się miło, gdy je czytałam. Ludzie pisali: "Szczęścia", "Jesteście uroczy", "pasujecie do siebie" itd. Było to bardzo słodkie. Wiedziałam, że mogę liczyć na moich widzów, którzy zawsze mnie wspierają.
- I co, nadal tak uważasz?- Zapytała brunetka oddając mi telefon. Pokręciłam przecząco głową i udałam się do kasy, aby zapłacić za magazyn. Wróciłyśmy do pokoju hotelowego, a w nim zastaliśmy chrzątających się po kuchni chłopaków.
- Część słońce.- Objął mnie w pasie od tyłu. Boję się mu o tym powiedzieć, nie wiem jak zareaguje.
- Hej.- Odpowiedziałam mu całując jego policzek.
- Jajecznicy?- Obrócił mnie tak, abym była w zwrócona w jego stronę.
- To Ty umiesz gotować?- Prędzej świnie zaczną latać niż MÓJ Ryry'ś coś ugotuje.
- Jajecznice to nawet przedszkolak umie.- Spojrzałam na niego podejrzliwy wzrokiem, mówiącym "aha". - No dobra, Ell gotuje.- Wiedziałam.
- Tylko tloske, bo nie jestem głodna.- Sepleniłam i patrzyłam na niego z miną szczeniaczka. Dopiero teraz zorientowała się, że stoi przede mną półnagi w samych bokserkach.- Tylko się ubierz.- "Przeleciałam" wzrokiem po jego nagiej klatce piersiowej przygryzając dolną wargę.
- Idę.- Pocałował mnie w czoło i poszedł do sypialni chłopaków. Za to ja udałam się do kuchni, w której chrzątali się z kacowani bracia i Ellington.
- Hej wszystkim.- Przywitałam się z bananem na twarzy.
- Hej.- Mruknęli tak, jakby ktoś całe powietrze z nich wypuścił.
- Kac?- Między innymi dlatego nie wypiłam więcej niż jeden kieliszek na spróbowanie. Pomijając fakt, że mam siedemnaście lat.
- Ta. Głowa nawala jak cholera.- Powiedział szeptem Ross łapiąc się za głowę.
- Słyszałam, że jajka są dobre na kaca.- Usiadłam na blacie kuchennym obok Rocky'ego.
- Właśnie Ell robi. Jak On może nie mieć kaca. My tu ledwo zipiemy, a ten lata jak skowronek.- Próbował zaśmiać się Riker, jednak ból głowy mu na to nie pozwalał. Do kuchni weszła Rydel.
- Macie i pijcie.- Położyła dzbanek z sokiem pomidorowym na blacie kuchennym.
- A co to, to czerwone?- Wskazał palcem na sok Rocky.
- Coś dobrego na główkę.- Puknęła braci w czoło.
- Stary, Ona Cię struje.- Rzucił poważnie Ross.
- Bardzo śmieszne, myślisz, że po czym tak Elluś lata?- Trójka braci spojrzała na siebie wzrokiem "nawet nie próbuj" i rzucili się na dzbanek "magicznego" napoju. Zachowywali się jak psy, za to ja Rydel przyglądałyśmy się tym trzem idiotom. Był z nimi niezły ubaw.
- Dobra, z racji tego, że jutro po południu jedziemy do Łodzi nie robiłem większych zakupów, kupiłem tylko jajka i... Co Oni robią?!- Do pomieszczenie wszedł Ell z małą reklamówką zakupów. Nic dziwnego, że tak zareagował. Momentalnie ja i Delly wybuchłyśmy śmiechem. Walka skończyła się nie za dobrze dla wszystkich, gdyż Rocky i Riker niechcąco wylali cały dzbanek na różowe bokserski Rossa. Ten się nieźle wkurzył i już miał wylać pozostałości na braci, jednak do akcji wkroczyła Rydel łapiąc blondyna za ramię.
- Jeśli Ci życie miłe, postaw to.- Poklepała Go po ramieniu, na co dziewiętnastolatek odłożył dzbanek na blat i poszedł do sypialni chłopaków. Ledwo powstrzymywałam się od śmiechu. Gdy blondyn wyszedł zaczęłyśmy się śmiać jak opętane. Zjedliśmy śniadanie, Rydel zrobiła zbiórkę chłopaków i razem uzgodniliśmy, że pójdziemy na plażę.
---------------------------------------------------------
Hejka naklejka ✋☕ jak widzicie jest już r6. Na wstępie: sorry za błędy, tak strasznie mi się nie chce poprawiać xddd przezyjecie, co nie? XD
Potrzebuje waszej opinii. A mianowicie dodać kogoś (nie powiem kogo 😂) do tego opowiadania, mógłby sporo namieszac 8)
Komentujesz= motywujesz
2 kom.---> next